sobota, 6 października 2018

Jak nauczyć się uczyć, czyli przygotowanie do LEKu z Więcej niż LEK



Ostatnie dwa tygodnie przyzwyczajam się, powoli i spokojnie, do tego że nie muszę wstawać i się uczyć, że maraton związany z przygotowaniem do Lekarskiego Egzaminu Końcowego już za mną. Do LEKu zdecydowałam się przystępować z kursem Więcej Niż LEK właściwie od kiedy pojawili się w internecie. Założenia kursu są niezwykle zgodne z moimi przekonaniami o życiu, o nauce, o medycynie - to znaczy, że nie ma drogi na skróty ale w wielu rzeczach zamiast robić coś na własną rękę, warto zaufać ekspertom i nie odkrywać koła na nowo. Dariusz Chrapek, z wykształcenia jest lekarzem, jednak ostatniego pacjenta przyjął już ponad rok temu. Zdecydował się poświęcić swój czas i wiedzę na pokazywanie młodym lekarzom jak się uczyć skutecznie, jak dobrze przygotować się do egzaminu i do innych życiowych wyzwań. Yang tego zespołu jest Adam Karmiński, który stworzył naprawdę niezwykle dobrą platformę do nauki.
Podchodząc do tego egzaminu, zdecydowałam się całkowicie, jak tylko mogłam, zawierzyć chłopakom i bardzo starałam się korzystać z manualu, który przygotowali, na tyle na ile było to możliwe. 

piątek, 13 lipca 2018

Gdzie Ty Gajuszu, tam ja Gaja.

Wybraliśmy wszystko po swojemu I cieszyliśmy się na ten ślub jak głupi. Przygotowania nie były proste, ponieważ absolutnie każdą rzecz chcieliśmy zrobić po swojemu, więc było dużo.

Zacznę wszystko opisywać od przygotowań do ślubu, które zaczęliśmy na ponad rok przed ślubem, ponad rok po zaręcznych. Po środku. Oboje niewierzący, zawiedzeni ofertą przygotowań skierowanej do par takich jak my (znaleźliśmy pojedyncze warsztaty wyjazdowe w Warszawie), zdecydowaliśmy się przygotowywać na własną rękę.

Jak się przygotować do ślubu, jak się przygotować do małżeństwa? Ktoś ma jakieś rady, wytyczne, wskazówki, czemu o takich rzeczach nie uczy się młodych ludzi? Czemu są rozwody, czemu ludzie przestają się kochać, jak temu zapobiec? Dlaczego młodych ludzi nie przygotowywuje się do tworzenia rodziny, do dbania o miłość, kiedy jest dobrze, i kiedy jest źle?

piątek, 9 marca 2018

FAQ praktyki wakacyjne w niemczech na wlasna reke


Cześć!

Uznałam, że czekanie na odprawę do Edynburga to doskonały czas na napisanie Wam w punktach odpowiedzi związanych z pytaniami o moje praktyki wakacyjne w Niemczech, które realizowałam w zeszłym roku. Mam nadzieje ze przydadzą się wam te informacje jako uzupełnienie poprzednich postów :)



sobota, 6 stycznia 2018

Czeskie zero waste - bez odpadu

Tematy ekologiczne wchodziły w moje życie powoli, ukradkiem. A to jeszcze w liceum przyjaciółka zapytała, gdzie wyrzucić plastikowe butelki (no jak to gdzie?) przez ustawę o segregacji śmieci, która narzuciła nam nowe zwyczaje już we własnym mieszkanku na studiach. Po przeprowadzce do Brna najpierw byłam załamana - zero koszy do segregacji w naszej kamienicy! To był duży minus przeprowadzki. Na szczęście kosze znalazłam niedaleko, jednak przez długi czas miałam poczucie,  że te Czechy to jednak zacofane są jeżeli chodzi o ekologię.

Następnie trafiłam na pierwszy wykład o zero waste i pół tuzina inspiracji. Do tego dołączyła nowa znajoma, z Estonii, nosząca wszędzie swój kubek i widelcołyżkę. Konkret, nie? Na wycieczce do Czeskiego Krumlova nie zużyła żadnego papierowego kubeczka, a resztę makaronu z wspólnie ugotowanej kolacji zabrała ze sobą. Podczas wycieczki na "chatę" ze znajomymi czeszkami, ta która była odpowiedzialna za zakupy, z dumą poinformowała nas że wszystko udało jej się kupić do własnych opakowań (nie tylko owoce i warzywa, ale także płatki owsiane, sery, mleko sojowe czy suszone pomidory!)

piątek, 29 grudnia 2017

Kasztany jak z jarmarków świątecznych w Brnie


Za oknem w końcu doczekaliśmy się prawdziwej zimy :) Dziś chcę się z Wami podzielić odkryciem z zeszłorocznych jarmarków - gwarantuje, że jedząc pieczone kasztany poczujecie się jak w Brnie czy Wiedniu, w ścisku roześmianych ludzi, w cierpko-słodkim zapachu svarzenego wina, która osiada na języku nawet przy zamkniętych ustach.
W Brnie kasztany kupuje się na małych straganach w okolicach jarmarków świątecznych. Pojawiają się pod koniec listopada i można je dostać praktycznie do samego Sylwestra. Także to ostatni dzwonek ;). Ciepło opatuleni sprzedawcy szykują je na ogromnych, żeliwnych, choć niewysokich garnkach, przykrytych patelniami. Przechodząc słychać charakerystyczne "trzaskanie" kasztanów.
W tym przepisie zamiast żeliwnej patelni jest - piekarnik i garnek z wodą, ale jeżeli włączycie dobrą swingowo-świąteczną nutę (polecam np. Puppini sisters!), a do nacinania kasztanów wybierzecie miejsce przy oknie, poczujecie ten klimat :)
A w przyszłym roku koniecznie zajrzyjcie na jarmarki w Brnie... :)

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Dwadzieścia cztery godziny na Śląsku w zimie - czas start!

Szalenie polubiliśmy się z sympatyczną parą poznaną na Erasmusie - Johanną i Risko. Kiedy zapytali, czy znaleźlibyśmy czas w weekend na oprowadzenie ich po moim ukochanym śląsku, ciężko mi było doczekać tego dnia :) Wszystko zaplanowałam znacznie wcześniej, a ponieważ w większości atrakcji jeszcze sama nie byłam, zwiedzanie Katowic i okolic było dla mnie wyjątkowe :)
Post ten dedykuję przede wszystkim studentom SUMu, nowym i starym, do których przyjeżdżają znajomi czy rodzina, lub też sami chcą pozwiedzać trochę Śląska.
A piszę to ja, dziołcha z Zabrza (aczkolwiek moja rodzina jest nieco gorolska i po śląsku nie bardzo godom).

Johanna i Risko przyjechali do Katowic o 14:00 w sobotę, a wyjazd zaplanowany był na 14:00 w niedzielę Przed ich przyjazdem długo myślałam o tym, czy zabrać ich na Nikiszowiec czy też do Muzeum Śląskiego. Kiedy usłyszałam jak narzekają, że przejechali tylko nieco ponad dwieście kilometrów (jechali z Brna), a już czują chłód jak w domu (w Estonii), wiedziałam, że zabiorę ich tym razem do Muzeum Śląskiego :)

Naszą wizytę w Polsce rozpoczęliśmy od lunchu - w Pierogarni na Gliwickiej
Zamówiliśmy kopę pierogów: z soczewicą, kozackie (z chilli), ruskie, z kapustą i grzybami, a także na słodko - z białą czekoladą. Goście byli zachwyceni... ale nie zaskoczeni - co mnie znowu zaskoczyło ;). Okazało się, że w Estonii mieszka sporo Białorusinów, którzy tak jak my uwielbiają pierogi ruskie :) Samą Pierogarnię jednak szczerze polecam!


czwartek, 14 grudnia 2017

Co w Czechach dobrze zjeść

Cześć dziubki!

Zapraszam Was dziś na post jedzeniowy, a w nim moje ukochane miejscówki w Brnie.

Zacznę od tego, że ukochane moje czeskie miasteczko, jest prawdziwym rajem dla wielbicieli kulinarnej różnorodności - bardzo popularne są tu restauracje indyjskie, wietnamskie, można zjeść doskonałe japońskie sushi. Wszystko to sprawiało, że nie czułam się przytłoczona tzw. "czeską kuchnią" która jest chyba jeszcze bardziej niezdrowa niż polska. Z dań wegetariańskich, zdecydowanie najczęściej w restuacjach pojawia się pozycja "smażony syr" lub "smażony hermelin". Hermelin jest serem pleśniowym, czeskim odpowiednikiem camemberta. Uwaga! Czasem zdarza się że w smażonym serze znajdziemy... kawał szynki. Bez ostrzeżenia :P
Hermelin występuje też jako jedna z najczęstszych przekąsek do piwa - tym razem w formie "nakladany hermelin" czyli marynowany. W barach zjemy też na wegetariańsko smażony chleb z ciekawymi omaczkami, czyli sosami. Czesi tradycyjnie wybierają nieśmiertelną tatarską omaczkę, czyli sos na bazie majonezu, który zjemy zarówno do frytek, do sera, smażonego chleba czy na kanapkach. Ja do smażonego chleba wolałam jednak sos pomidorowy, i wam też szczerze polecam takie połącznie :)
Co ciekawe, zarówno na Litwie jak i na Łotwie spotkałam ten smażony chleb - czy to możliwe, że przysmak nie przyjął się w Polsce? Czy kojarzycie smażone chleby z innych rejonów?