niedziela, 12 listopada 2017

Święto Młodego Wina, czyli burczakowy pochod

Wyobraźcie sobie piękny, październikowy poranek, kiedy zrywacie się przed siódmą, by już o dziewiątej zacząć wyjątkowy wine tasting. Na tradycyjny "burcakovy pochod", event organizowany przez lokalne winiarnie, zjeżdża się z Brna jednym pociągiem, odjeżdżającym o 8 rano. Pociąg jest tak przepełniony, że nikt nawet nie próbuje sprawdzać biletów (a bilet, wyjątkowo, miał nawet Mięśniak! W czeskich kolejach można zakupić osobny, drukowany bilet dla psa :)
Nie jest to święto dla expatów - dowiedzieliśmy się o nim dzięki siostrze Johanny, Estonki która w Czechach mieszka już od kilku lat (od kiedy podczas swojego Erazmusa nie zakochała się w pewnym Czechu :)
O święcie młodego wina nie ma żadnych informacji po angielsku. Nie wiemy za bardzo gdzie jedziemy, ani co dokładnie będziemy robić. Jedziemy dużą grupą - Oprócz naszej trójki (Kuba, Mięśniak, ja) jedzie z nami Artur i nasza couchsurferka, Divya, z Chicago. W pociągu dołącza do nas estońska para - Johanna i Risko, oraz Tata Johanny, który akurat wizytował Czechy.
Podróż trwa około godzinę, i czuć w nim atmosferę ekscytacji. Kiedy wysiadamy, naszym oczom ukazuje sie restauracja i mnóstwo, mnóstwo  straganów. Pachnie BOSKO - są placki ziemniaczane (oczywiście z kminkiem), naleśniki w stylu francuskim, płaskie drożdżówki, hranolki, i dużo mięsa. Oczywiście wszystko smażone na dużej ilości tłuszczu :)
Na wejściu zakupujemy specjalne kieliszki, na sznurku, żeby się nie straciły, które będą towarzyszyć nam przez cały dzień. Można przyjechać oczywiście z własnym kieliszkiem, my zdecydowaliśmy się jednak na zakup pamiątki :) Szybko okazuje sie ze nie da się trzymać lustrzanki I kieliszka, także rezygnuje z robienia zdjęć porządnym aparatem. Sorki ;) (Przeżycie zawsze ponad zdjęcia!)

piątek, 6 października 2017

Dlaczego nie wybrałabym drugi raz medycyny.


Od pięciu dni trwa protest głodowy medyków - młodzi lekarze i inny personel medyczny zebrali się w szpitalu przy ulicy Żwirki i Wigury, w Warszawie. Kilkoro z nich musiało przerwać strajk z powodów zdrowotnych.

Wczoraj zadzwonił do mnie Tata, jest na miejscu akurat, gadamy o studiach, o tym że dalej nie mam wpisu na kolejny rok, o moim bloku z ginekologii i innnych zwykłych tematach. Ja wypytuje o prace, on mówi że idzie mu w tym tygodniu średnio. Nie wróci na weekend do domu. Właśnie wyszedł z uniwersytetu. Przypadkiem rzuca, że na przeciwko widzi gmach szpitala dziecięcego. Ni to mówi, ni to pyta:
- ale o co dalej prostestujecie? przecież podwyżki były...
Przez chwilę nie rozumiem. Nie słucham radia, nie oglądam telewizji, mimo że mieszkam tylko kilka godzin autostradą na południe od rodzinnego domu, wiele informacji do mnie nie dociera.

- Tato, te podwyżki to pic na wodę fotomontaż, to niewielkie pieniądze dla większości specjalizacji, na dodatek nie dla tych, którzy już są w trakcie specjalizacji. Teraz rzucą nam kilka stówek, a zablokują podwyżki na kolejne dziesięć lat! Takie "podwyżki" nic nie zmieniają!

czwartek, 28 września 2017

Przystanek dla duszy - rescue center for wild animals "Huslik"

40 km od Pragi. 
Przyjedź, tego właśnie Ci potrzeba.
Napisała nieznana mi dziewczyna, na jednej z grup w duchu "dziewczyny dziewczynom"
w odpowiedzi na mój post o tym, że mam ochotę zdrapać z siebie skórę.
Pojechałam, bo to było dokładnie to.
Serio.

Fakap, to najlepsze określenie moich praktyk w Czechach. 
Po przyjeździe z Niemiec powrót do Brna był trudny... Nie zrozumcie mnie źle - kocham to miasto, -kocham jego małomiasteczkową, a nawet nieco wiejską energię. Kocham ludzi, którzy ubierają się tak, jak im wygodnie, czy tak jak lubią, mając w nosie trendy serwowane na wybiegach.  Uwielbiam widok na zamek z okna. Więc nie zrozumcie mnie źle, ale przywitał mnie tu upał nie-do-wytrzymania, szczególnie w naszym mieszkaniu na poddaszu, zerwany karnisz, i zarwana półka w jedynej szafie, którą mamy w domu. Nasza landlady powiedziała, że naprawi jak nas nie będzie. Nie naprawiła.
Nie spodziewałam się wiele po praktykach chirurgicznych, nie jest to mój ulubiony przedmiot. 
Nie lubię przedmiotowego traktowania ciała,  nie lubię oschłości lekarzy-chirurgów, nie lubię oddziałów chirurgicznych. Moja przyjaciółka A. na moje żale śmieje że, że na próżno szukam w chirurgii romantyzmu. Wiem, że to nie dla mnie.
Nieważne, nie moja bajka.

W każdym razie praktyki wydawały mi sie do bani, po kilku godzinach nudzenia sie w poradni, gdzie nikt nie miał dla mnie czasu wracałam do domu zmęczona, bez chęci do czegokolwiek. 
Możecie się śmiać, że problemy pierwszego świata, mój narzeczony też się śmieje, że dla mnie najgorsze jest to nic-nie-robienie :P 

Czułam potrzebę zrobienia czegoś szalonego, ale nie wiedziałam czego. 
Kiedy więc zaproszono mnie do ekocentrum Huslik wiedziałam, że muszę pojechać, mimo wszystkich "mimo". 

niedziela, 20 sierpnia 2017

Ukryte zakątki Wilna i Zarzecza

Do Wilna przyjechaliśmy wczoraj, przebywając autem dokładnie 750 kilometrów samochodem. Zmęczeni, zachwyciliśmy się miastem, językiem przypominającym valyriański (z Gry o Tron) i przyrodą. Najbardziej jednak, po wjechaniu do Litwy, zaskoczyła nas droga. Przejechaliśmy przez granicę na główną drogę na Wilno... a tam żwirowa droga! Nawigacja prowadziła nas jednak w konkretnym kierunku, dokładnie w kierunku A4, pomiędzy kolorowymi chatkami na pomniejszych wsiach Litwy. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się że litewska A4, od drogi żwirowej różni się tym... że jest pokryta asfaltem.

Litewska A4....
Po wjeździe do miasta zdążyliśmy tylko zjeść obiad kiedy dostaliśmy powiadomienie, że zbliża się katastrofa żywiołowa, a wiatr zaczął wyć przeraźliwie. Doszliśmy do domu w momencie gdy zaczęło padać. I tak będzie padać do czwartku, także cieszymy się z chwilowych lżejszych opadów, i wtedy zwiedzamy.

Dziś z rana poszliśmy na Free Walking Tour Vilnius with Locals, na którą serdecznie polecam wybrać się wszystkim zamierzającym odwiedzieć to wielokulturowe miasto. Bardzo sympatyczna przewodniczka Ieve wyjaśniła nam trochę historii i pokazała niezwykłe, ukryte perełki Wilna.

Najpiękniejszy kościół na Litwie

sobota, 5 sierpnia 2017

Jak podróżować razem - siedem złotych rad



Cześć!

Podróż z przyjaciółmi na Sri Lankę - liczy się wzajemna pomoc!


Pierwsze rady, o tym jak podróżować razem, dostałam od mojej Mamy. To ona uczyła mnie jak być gościem, jak mieć cierpliwość i jak się zachowywać, kiedy podróżujemy w więcej osób. Potem, kiedy zaczęłam podróżować z przyjaciółkami, grupą znajomych, czy narzeczonym, niejednokrotnie weryfikowałam swoje poglądy, coś do nich dodawałam, będąc pod wrażeniem czyjegoś zachowania, a czasem sobie też myślałam "o, tej osobie ewidentnie nikt nie powiedział, jak być w podróży".


Wyjazd, podróż, wydarzenie stresujące dla naszego organizmu, dla naszej psychiki. Mama mi mówiła, że nie poznasz człowieka tak naprawdę, dopóki z nim gdzieś nie ruszysz. Dopóki nie będziecie głodni, przemoknięci, spieprzy wam ostatni autobus, albo pokłócicie się o kasę. (oczywiście, wszystko to mi się przytrafiło, także wpis oparty na własnym doświadczeniu na sto pro.)

czwartek, 27 lipca 2017

Praktyki IFMSA-Poland vs praktyki na własną rękę cz. II

Cześć!

Dziś druga część wpisu dotyczącego porównania praktyk wakacyjnych, które robiłam. Dla przypomnienia - w zeszłym roku sierpień spędzałam na oddziale intensywnej terapii w Porto (Portugalia), gdzie dostałam się przez rekrutację IFMSA-Poland. W tym roku nie miałam możliwości wziąć udziału w rekrutacji (pokonała mnie biurokracja stowarzyszenia studenckiego :P ) więc zdecydowałam się na zorganizowanie praktyk na własną rękę.

Pierwszą część, która szczegółowo wyjaśnia kwestie formalnośći, jak i kosztów znajdziecie w tym wpisie -



3. Organizacja czasu wolnego

Praktyki IFMSA-Poland w Porto

Zdecydowanie najlepsza część praktyk. 
Porto zostało nagrodzone za najlepszą organizację czasu i była to zasłużona nagroda. 
Na początku nieco się buntowałam - wszak to prawie jak kolonia wakacyjna. Cały program był jednak zorganizowany był bardzo luźno. 
Nie korzystałam z organizowanych wyjazdów w ramach programu NICE (Porto oraz Lizbona podczas weekendu) w tym czasie wypełniając sobie czas sama (w tych samych miejscach, od osób które wcześniej uczestniczyły w NICE dowiedziałam się że nie warto, bo dużo czasu się traci, czeka, przewodnicy niezbyt mrawi), jednak bardzo doceniam pozostałe wypady - byliśmy w ciągu tygodnia w miejscach czy uczestniczyliśmy w wydarzeniach, których organizacja samemu by nas pokonała (dzięki podstawionemu autokarowi wyrabialiśmy się bez problemu). Wszystkim, którzy obawiają się kolonijnego wypadu, przyzwyczajonych do bycia sobie samemu sterem, żeglarzem, okrętem - trzeba iść w niektórych kwestiach na ustępstwa, ale WARTO.

Praktyki na własną rękę

Pytaliście czy można w jakiś sposób nawiązać kontakt z innymi praktykantami - w moim szpitalu oprócz mnie był jeden chłopak, z Rosji, na famulatur, a jego poziom niemieckiego był podobny jak mój, nie mówił przy tym po angielsku. Nasze rozmowy ograniczały się do drętwego Hast du Geschwister? (czy masz może rodzeństwo?) Także, można powiedzieć, że nie znaleźliśmy wspólnego języka. :P
Za to bardzo zakumplowałam się z rezydentkami z Syrii, które chociaż nie mówiły po angielsku, to rozumiały trochę, więc jak brakowało mi słów mogłam sobie dopowiedzieć po angielsku. Nie proponowały wspólnych wyjść (niestety, jedna z nich bała się psów, także też nie proponowałam), ale poleciły mi kilka ładnych miejsc w okolicy. 
Dużo osób interesowało się mną, np na stołówce, i było bardzo sympatycznych, ale w sytuacji kiedy i tak miałam zamiar zwiedzać z narzeczonym, nie szukałam bliższych, koleżeńskich kontaktów. 
Zdecydowanie jednak samodzielne praktyki i samodzielny wyjazd polecam osobom, których nie jest to pierwszy wyjazd za granicę, które potrafią same zorganizować sobie czas.



4. Merytoryczność praktyk


To chyba rzecz najcięższa do oceny, ponieważ najwięcej jeżeli chodzi o merytoryczność praktyk zależy od oddziału, zaangażowania samej osoby zainteresowanej, znajomości języka i kadry.
Za jedną ze swoich najlepszych cech uważam ciekawość - więc naprawdę ciężko mi zmarnować czas w szpitalu (dotychczas zdarzyło się to realnie tylko w Polsce :D Raz, kiedy na praktykach pielęgniarskich zamiast zajmować się pacjentami przydzielono mi ścielenie łóżek, a drugi raz podczas praktyk u lekarza rodzinnego, które w większości przesiedziałam wyręczając pielęgniarki w rejestracji :< ).
Opiszę więc po prostu jak wyglądały praksy:


Praktyki w ramach IFMSA-Poland (oddział intensywniej terapii)

Kiedy nie zna się języka (portugalskiego uczyłam się tylko kilka miesięcy) najlepiej, moim zdaniem, wybrać zagraniczne praktyki chirurgiczne. Ale że szczerze nienawidzę chirurgii wybrałam intensywną terapię, gdzie pacjenci też za dużo nie mówią. Wcześniej zrobiłam praktyki w Polsce na oddziale intensywnej terapii dziecięcej, więc miałam możliwość zobaczenia jak wygląda intensywna terapia zarówno dzieci jak i dorosłych. 
Z rana odbywał się obchód (wizyta) czyli przedyskutowywanie pacjentów. Odbywało się to po portugalsku i nikt nie miał czasu mi tłumaczyć, także poprosili, żebym przychodziła na ok. 10:00. 
Dzień zaczynał się od wspólnej kawy, a praca od ok. 11:00. Zazwyczaj ktoś miał czas żeby mi tłumaczyć do ok 13:00, po czym byłam zwalniana do domu. Dla mnie to było okej, mogłam wieczorami poimprezować czy pozwiedzać, a i się czegoś dowiedziałam. Rozumiem, że bez znajomości języka ciężko wygospodarować więcej czasu na naukę.
Na oddziale nauczyłam się pobierać krew tętniczą na gazometrię, interpretować gazometrię (miałam super rezydentkę z nefrologii która doskonałym angielskim mi to tłumaczyła), oprócz tego uczestniczyłam w konsultacjach, echokardiografii, widziałam też podłączenie płucoserca i tłumaczyli mi jego działanie.
Z tego co wiem, miałam szczęście do praktyk, bo większość chodziła na nie tylko przez pierwsze dwa tygodnie.

Praktyki na własną rękę (oddział ginekologii i położnictwa)

Pierwszego dnia poinformowano mnie że obchód jest na 7:30 i pracuje się do 16:00 z przerwą na obiad. Na szczęście też już pierwszego dnia, około 14:00, kiedy wszystko było gotowe i lekarze zajmowali się wypisowaniem listów dla pacjentów (zamiast wypisów pacjenci dostają listy) zapytali, czy nie chcę już iść do domu. Także zazwyczaj moje praktyki trwały 7:30 - 14:00, chyba że akurat było dużo porodów. Dwa razy w tygodniu był duży obchód z Oberarztami (konsultantami) i Szefem, a w pozostałe dni robiłam obchód tylko razem z rezydentkami, i wtedy pomagałam w badaniu pacjentów.
Z rzeczy praktycznych:
- obserwowałam operacje ginekologiczne i asystowałam przy nich (zabiegi takie jak abrazje jamy macicy, konizacje szyjki macicy ale także operacje onkologiczne).
- widziałam zabieg sterylizacji, zabronionej w Polsce
- uczestniczyłam w porodach naturalnych i asystowałam przy cesarskich cięciach
- obserwowałam USG prenatalne i wykonywałam USG kontrolne (pod okiem specjalisty)
- pobierałam krew żylną na badania
- wspólnie analizowałam wyniki badań
- uczestniczyłam w badaniu ginekologicznym, uroginekologicznym i położniczym a także noworodka
- uczestniczyłam w tzw. tumor boards, czyli konsultacjach przez internet z oddziałem patologii, onkologii i radiologii w celu dopasowania odpowiedniej terapii onkologicznej do problemu pacjentki

Praktyki oceniam bardzo dobrze. Poszerzyłam wiedzę zdobytą wcześniej na oddziałach ginekologii w Czechach, zrezlizowałam praktycznie cały program praktyk w Polsce (jedyne co, to o naturalnym planowaniu rodziny musiałam sobie doczytać :D )




Mam nadzieję, że zawarte tu informacje pozwolą Wam zdecydować, czy praktyki na własną rękę są opcją dla Was. Na sam koniec napiszę, że ja jestem ze swoich bardzo zadowolona i na pewno bym to powtórzyła!
Podsumowując, wiem że niektóre praktyki w Polsce, w niektórych szpitalach, są bardzo dobre i studenci są dopuszczani do wielu praktycznych rzeczy. Wiem też, że niektóre praktyki zagraniczne są oceniane bardzo słabo (także w Niemczech, Portugalii i innych krajach).
W moim przypadku praktyki w Polsce były słabe lub średnie, a praktyki za granicą były dobre i bardzo dobre, ale spędziłam dużo czasu czy zbierając punkty w ramach IFMSA-Poland żeby pojechać na najlepiej oceniane praktyki (Portugalia - Porto) czy wybierając miejsce praktyk zagranicznych w Niemczech. 

Zebrało się kilka pytań, dlatego postaram się w wolnej chwilii przygotować jeszcze post typu Q&A. J Pod ostatnim postem też przez przypadek skasował mi się super komentarz, w którym ktoś pisał, że tylko jeden e-mail realnie dzielił go od wymarzonego miejsca praktyk - osobo, przepraszam! Napisz jeszcze raz, plz!

Macie jeszcze jakieś propozycje tematów? 
Jak Wam się podoba to porównanie, było dla Was przydatne?
Jakie są Wasze doświadczenia z praktykami wakacyjnymi za granicą?

niedziela, 16 lipca 2017

Migawki z Luksemburga i Trewiru


Psy żyją krótko. 
Pojawiają się w naszym życiu tylko na trochę, zajmują honorowe miejsce i moszczą się wygodnie. Buldożki francuskie, jak Mięśniak, pojawiają się w naszym życiu na bagatela 10 - 12 lat. 
My, opiekunowie, pojawiamy się jednak na całe ich życie.
Możemy sprawić, żeby było absolutnie wyjątkowe, przepełnione miłością i wesołymi zabawami.
To bardzo odpowiedzialne zadanie.

Ludzie żyją krótko. 
Pojawiają się na planecie tylko na trochę, zajmują honorowe miejsce i moszczą się wygodnie. 
W Polsce średnia przewidywana długość życia wynosi bagatela 77 lat.
Możemy jednak sprawić, żeby to życie było absolutnie wyjątkowe, przepełnione miłością i wspaniałymi momentami.
Odpowiedzialność za własne życie, to jak się je przeżywa, to wyjątkowo trudne zadanie.